środa, 20 marca 2019

Cmentarz Upadłych XXI "Strach, sukces i miłość"

-No nie wiem, a te nie lepsze?-spytała Kitty, wskazując obrazek, na którym widoczny był różowy obrus ze wzory w postaci jakichś kolorowych kropek.
-Ten?-zdziwiłam się.-Nie wydaje ci się zbyt dziecinny?-dodałam.
-Ale biały jest znowu taki nudny-odparła Kit.
-Ale ten też ma wzory. Różne owoce, motylki, kwiatki, można sobie wybrać-odparłam. Byłyśmy władnie na etapie zamawiania obrusów do mojej cukierni. Wcześniej urządziłyśmy sobie pielgrzymkę chyba po wszystkich sklepach w naszym mieście, w których możliwe było zdobycie jakichś nakryć, ale żadne nam nie odpowiadały. Zanim podjęłyśmy ostateczną decyzję, minęło pół dnia. Potem razem z Kitty poszłyśmy jeszcze na mały lunch. Później, sama nie wiem jak, reszta dnia jakoś minęła i w końcu znalazłam się wieczorem razem z Jack'iem w naszym salonie. Siedziałam oparta plecami o bok kanapy, zawinięta w kokonie z miłego, puchatego koca. W telewizji właśnie zaczynał się jakiś film, kiedy przede mną pojawił się mój narzeczony. Trzymał dwa kubki, z których parowało coś gorącego.
-Co to?-spytałam, unosząc się lekko.
-Kakao. Uznałem, że będziesz miała ochotę-odparł Jack, podając mi przy tym kubek. Następnie usiadł obok mnie, a ja zmieniłam pozycję tak, żeby móc się o niego trochę oprzeć.
-Nie pomyślałam o tym, ale masz rację. Teraz już wiem, że miałam ochotę na kakao, tylko o tym nie wiedziałam-powiedziałam, po czym pochyliłam się lekko i pocałowałam go w kącik ust.
-Co byś beze mnie zrobiła?-spytał z uśmiechem.
-Raczej "czego bym nie zrobiła". Nie wypiłabym pysznego kakao-odparłam, po czym przystawiłam do ust kubek. Aby lepiej było mi go utrzymać, owinęłam go wcześniej kawałkiem koca. Wzięłam jeden mały łyk, gdyż napój  było gorący, a ja nie zamierzałam znowu lądować w szpitalu, tym razem z powodu poparzenia języka, migdałków czy czego tam jeszcze.
-Co oglądamy?-zapytał Jack, przenosząc wzrok na telewizor.
-Nie mam pojęcia-odparłam, obserwując ze znużoną miną ludzi, którzy właśnie pojawili się na ekranie.-Ale póki oglądam to z tobą, we własnym domu i z kakao w rękach, to jest fajny film-dodałam. Posłałam przy tym Jack'owi uśmiech, który ten odwzajemnił. Po chwili jednak poczułam coś dziwnego, ale zignorowałam to uczucie, przynajmniej na początku. Niestety, nie dało się go dłużej zignorować, kiedy kilkanaście minut później wystrzeliłam jak z procy w stronę łazienki, bo zrobiło mi się niedobrze i mogło to się skończyć katastrofą.
-Kochanie, co się dzieje?-spytał z troską w głosie Jack, kiedy pojawił się przy mnie kilka minut później.
-Nie mam pojęcia-odparłam.-Po prostu tak nagle zrobiło mi się niedobrze-dodałam. Nie musiałam nawet patrzeć na Jack'a. Wystarczyło, że wyobraziłam sobie tę zmartwioną minę, którą najpewniej przybrał.
-Może jesteś chora?-zapytał Jack.
-Może. Ale w takim razie niedługo mi przejdzie. Kupię jakieś witaminy albo elektrolity w aptece, a jak nic to nie da, to po prostu poleżę kilka dni w łóżku-odparłam. Jack posłał mi spojrzenie pełne zwątpienia.
-Ty i leżenie w łóżku? Przez kilka dni? Już to widzę, gdyby nie ja, to nie poszłabyś do lekarza nawet gdyby coś odcięło ci rękę-odparł chłopak. Nie mogłem się powstrzymać i zaśmiałam się.
-A to niedobrze? Po prostu nie lubię tak się wylegiwać, mam wtedy wrażenie, że nie jestem nikomu potrzebna i nawet zamiast pomóc, tylko przeszkadzam-odparłam. Jack nic nie powiedział, tylko westchnął, po czym objął mnie ramieniem.
~*~
Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej jedną ze swoich bluzek. Po namyśle jednak wyciągnęłam też i drugą. I trzecią. I czwartą. Każda z nich mi pasowała, ale nie miałam pojęcia, którą powinnam ubrać. Jak ja nie lubiłam się szykować! W końcu odrzuciłam dwie z opcji. Została błękitna i jasnozielona. Kiedy próbowałam podjąć tę najtrudniejszą decyzję w moim życiu, usłyszałam, że w kuchni właśnie zagotowała się woda. Rzuciłam więc wszystko i pognałam tam tylko w spodniach, z rozwianym włosem. W tej samej chwili zaczął dzwonić mój telefon. Ja jednak byłam już w kuchni, więc postanowiłam, że najpierw zaleję wrzątkiem swoją zupkę chińską, a potem odbiorą. Wcześniej musiałam jednak wydobyć telefon spod góry dokumentów, zeszytów, książek i masy śmieci. W ostatniej chwili go odebrałam. Dzwonił jakiś nieznany numer, więc na wszelki wypadek nie odezwałam się, tylko pozwoliłam, żeby rozmowę rozpoczęła osoba dzwoniąca.
-Dzień dobry. Dodzwoniłem się do pani Alice Winslet?-usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny.
-Tak, a kto mówi?-zapytałam. Spodziewałam się, że będzie to jakiś sprzedawca albo inny biedak, który musi całe dni dzwonić do ludzi i z nimi gadać o tym, jakie to mieli szczęście, bo zostali wylosowani i wygrali jakąś tam nagrodę. Jednak...ktoś taki raczej nie rozpocząłby rozmowy w ten sposób.
-Nazywam się hjsgdsjjlska. Jestem mechanikiem samochodowym, dostałem ten numer od pańskiego ojca-odparł mężczyzna.
-Ach, to pan! Czy coś się stało? Mój samochód jest już naprawiony?
-Dzwonię właśnie w tej sprawie. Niestety nie mam dla pani dobrych wieści...
-Co? Ale jak to? Nie da się go naprawić? Przecież to nie wyglądało na poważne uszkodzenie...-odparłam zaskoczona.
-Nie, nie o to chodzi. Może mogłaby mi pani powiedzieć, robił ktoś coś ostatnio przy tym aucie? Może było w jakiejś naprawie?-pytanie mechanika zdziwiło mnie, ale odpowiedziałam na nie zgodnie z prawdą.
-Tak. Ostatnio trochę odmówił mi posłuszeństwa i dałam go do naprawy. Ale co się właściwie stało?-zapytałam.
-Otóż stało się to, że w samochodzie niesprawne były przewody hamulcowe-wyjaśnił w końcu mechanik. Poczułam, że uginają się pode mną kolana.
-Co? Ale jak to? Jest pan pewien?-spytałam drżącym z emocji głosem.
-Nie ma mowy o pomyłce. Dlatego spytałem o wcześniejsze naprawy. Być może ktoś je uszkodził, chociaż nie powinno mieć to miejsca przy dobrze przeprowadzonej naprawie. Jednak mogły też one zostać uszkodzone z miliona innych powodów. Korozja, uszkodzenie fabryczne albo nawet zwykły przypadek, choć to zdarza się rzadko-powiedział mężczyzna.
-Ale to co teraz? Naprawi je pan?-spytałam.
-Nie ma co naprawiać. Trzeba je wymienić-odparł mój rozmówca.
-A czy to będzie dużo kosztować?
-Nie, to nie jest trudna rzecz. Aczkolwiek zadzwoniłem do pani, gdyż chciałem donieść o tej dość...istotnej usterce.
-Rozumiem. W takim razie dziękuję. I za informację, i za naprawę-odparłam. Chwilę później pożegnałam się z mężczyzną, a potem ciężko opadłam na krzesło obrotowe, która stało przy moim biurku. Jak to możliwe? Co spowodowało, że miałam zepsute przewody? To przez to miałam ten wypadek? Chociaż w takim razie powinnam się cieszyć i być wdzięczną temu zwierzakowi, który przebiegł mi drogę. Przynajmniej tylko przywaliłam w mur i to przy dość małej prędkości. Strach pomyśleć, co by się stało, gdybym nabrała prędkości-na tę myśl wstrząsnęła mną fala dreszczy. Chwilę później zaczęło mi się kręcić w głowie i poczułam się dziwnie zmęczona. Uznałam to za przejaw zdenerwowania, po czym zdecydowałam się iść do kuchni i zrobić sobie kawę. Na jedzenie jakoś straciłam apetyt, ale kofeina zawsze rozjaśniała mi w głowie, więc jej porządna dawka powinna dobrze mi zrobić. Najbardziej na świecie chciałam jednak zadzwonić teraz do Jack'a. Nie mogłam niestety, bo doskonale wiedziałam, iż jest on teraz na rozprawie w sądzie, więc nie chciałam mu przeszkadzać. Poza tym wolałam najpierw się uspokoić, a nie dzwonić z histerią i jeszcze go dodatkowo denerwować. Tak jak się spodziewałam, po wypiciu kawy nieco ochłonęłam. Nadal jednak byłam tym wszystkim zdenerwowana. Przez chwilę siedziałam przy stole, ściskając w dłoniach opróżniony kubek i zastanawiając się, co powinnam teraz zrobić. Nagle usłyszałam, że otwierają się drzwi. Zaskoczona, wstałam i poszłam na korytarz, sprawdzić kto przyszedł. Już za nim tam dotarłam, usłyszałam wesoły głos Jack'a, przepełniony jednocześnie troską.
-Ojej, przewody hamulcowe? Jak to możliwe, że coś się z nimi stało? Przecież ktoś powinien to zauważyć, prawda? Mechanik, ty, ja...Ale nie martw się, ważne, że tobie nic nie jest. Na polepszenie humoru może napijesz się ze mną wina?-spytał Jack. W tym czasie zdążyłam już dojść do korytarza. Stanęłam w przejściu, naprzeciw drzwi, obok których z kolei stał Jack. Wyglądał normalnie. W pracy musiał wyglądać elegancko, więc jak zwykle ubrany był w garnitur. Jego słowa wydawały się jednak bardzo dziwne. Skąd miałby wiedzieć o przewodach, skoro mu o tym jeszcze nie powiedziałam...? No i co on tak nagle z tym winem?-pomyślałam zdziwiona. Kiedy zaś ponownie spojrzałam na mojego narzeczonego, przez chwilę poczułam w sercu dziki, pierwotny i nieokiełznany lęk. Coś w nim wydało mi się...przerażającego, ale zaraz odgoniłam tę myśl. Przez to wszystko już zupełnie szalejesz-zganiłam się w myślach. Serio, sama nie miałam pojęcia, co i dlaczego się przed chwilą stało. Zrobiłam krok do przodu i posłałam Jack'owi szeroki uśmiech.
-Z chęcią...-zaczęłam, ale w tej samej chwili omal nie dostałam zawału, kiedy tuż przy moim uchu zadzwonił telefon
~*~
Poderwałam się z miejsca jak na zawołanie. Popatrzyłam zdezorientowana dookoła i po chwili mój mózg zarejestrował, że znajduję się w kuchni. Siedzę na krześle. Przy stole. Na którym najprawdopodobniej zasnęłam...Chwila, chwila, chwila, zasnęłam na stole? Jak to możliwe? Aż tak ze mną źle? Ale czy w takim razie to wszystko to był sen?-pomyślałam. Nie miałam jednak czasu zastanawiać się nad tym, gdyż telefon nadal usilnie dzwonił. Odebrałam go. To był Jack.
-Cześć kochanie, jak tam mija ci dzień?-spytał. Jego głos brzmiał niesamowicie radośnie, szybko więc domyśliłam się, że pytanie to zadał mi dla formalności. Tak naprawdę chciał zapewne czymś mi się pochwalić.
-Całkiem dobrze, a tobie?-odparłam. Jack jakby tylko na to czekał.
-Można powiedzieć, że mi też całkiem dobrze! Dzisiaj mój szef podjął decyzję, że pozwoli mi samodzielnie poprowadzić pewną poważną sprawę! A jak się dobrze spiszę, to wiadomo, czekają mnie jakieś profity! Oczywiście wiadomo, że dobrze się spiszę, nie ma innej opcji! Dziś jednak nie mam już nic więcej do zrobienia, a ponieważ do tej sprawy będę musiał przyłożyć się bardziej niż do innych, mogę nie mieć przez jakiś czas za wiele wolnego czasu. Więc tak sobie pomyślałem, że powinniśmy przynajmniej teraz jakoś uczcić nasz sukces!-zawołał uradowany Jack.
-Nasz?-spytałam. Mimo wszystko jego radość sprawiła, że i na mojej twarzy zagościł uśmiech, choć on niestety nie mógł tego zauważyć.
-Ależ oczywiście, że nasz! Pytanie tylko, wolisz romantyczną kolację przy świecach w najdroższej restauracji w mieście, czy w zaciszu domowym?-zapytał Jack. Zastanowiłam się przez chwilę. Prawda była taka, że nadal byłam roztrzęsiona po tym wszystkim i nie za bardzo miałam ochotę cokolwiek świętować, a już zwłaszcza gdziekolwiek wychodzić.
-Hm...druga opcja brzmi bardzo pociągająco-powiedziałam w końcu. Nie bez powodu nie wyjawiłam wprost, że nie mam najmniejszej ochoty opuszczać domu. Chciałam sprawdzić, co o tym sądzi Jack.
-Tak właśnie myślałem, dlatego pozwoliłem sobie zrobić małe zakupy! Za jakieś pół godziny będę w domu-odparł mój narzeczony. Przewidujący jak zawsze, w dodatku znający mnie lepiej niż ja siebie znałam. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym pożegnałam się z nim i rozłączyłam.
~*~
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było pognanie na górę i uszykowanie sobie odpowiedniego stroju. Brzmi łatwo, ale wcale takie nie było. Przekopałam się przez pół jednej szafy i całą drugą, przeglądając łącznie chyba z dwanaście sukienek, kilka bluzek i spódniczek, a butów to już nie zliczę. W końcu jednak zdecydowałam się na czerwoną sukienkę do kolan, dopasowaną do mojej figury, z dużym rozcięciem na plecach, a do tego oczywiście czerwone szpilki. Myśl o miłym spędzeniu czasu odpędziła ode mnie chwilowo ponure myśli. Na wszystko jednak był odpowiedni czas. Swój strój zostawiłam w sypialni, gdyż kiedy wrócił Jack, chciałam razem z nim zająć się przygotowaniem posiłku. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, on niemal wygonił mnie z kuchni, skrzętnie ukrywając przede mną wszystko, co kupił i wyjaśniając, że chce mi zrobić niespodziankę. I że teraz to on rządzi w kuchni i ogólnie mam spadać robić się na bóstwo czy co tam chcę. Tak, dokładnie tak powiedział. Mimo moich protestów, nie ugiął się. Udałam więc obrażoną, że nie pozwala mi robić tego co chcę i przeprowadza jawny zamach na moją wolność osobistą, po czym z radością udałam się z powrotem do sypialni. Skoro tak chciał, to niech się sam męczy w tej kuchni-myślałam, idąc pod szybki prysznic. Ostatecznie po jakichś dwóch godzinach, kiedy byłam już właściwie gotowa (czyli umalowana, ubrana i w ogóle wszystko było na cacy) do jadalni zwabiły mnie zapachy, od których ślinka ciekła.
-Pięknie wyglądasz-powiedział na mój widok Jack, który właśnie kończył nakrywać. Następnie podszedł do mnie i pocałował mnie lekko w usta.
-Ty też wyglądasz całkiem przyzwoicie-odparłam, po czym uśmiechnęłam się złośliwie. A tak całkiem serio, to kiedy on znalazł czas, żeby przebrać się w drugi garnitur?-pomyślałam, ale nie chciałam przerywać tej miłej chwili takimi zwyczajnymi pytaniami. Jack postarał się i przygotował lasagne ze szpinakiem, która, jak się z czasem okazało, była przepyszna! No i oczywiście kupił moje ulubione wino, co akurat trochę mniej mi się spodobało, ale starałam się nie dać tego po sobie poznać. Na szczęście Jack był zbyt zaaferowany swoim sukcesem, aby cokolwiek zauważyć. Albo po prostu ja byłam doskonałą aktorką. Wieczór spędziliśmy, najpierw rozmawiając o "naszym" osiągnięciu, przy czym ja chyba z dziesięć razy gratulowałam Jack'owi. Potem pochwaliłam jego zapał, że zadbał o wszystko i przygotował tak wspaniałą kolację. Od słowa do słowa przeszliśmy do prawienie sobie czułych słówek. Byliśmy wystrojeni jakby to była nasza pierwsza randka, jak to zakochani ludzie, dogryzaliśmy sobie, żartowaliśmy i mówiliśmy o naszej miłości, a do tego znajdowaliśmy się pod wpływem dobrego alkoholu. Oczywiście to nie mogło się skończyć inaczej. W pewnym momencie wino się skończyło, więc Jack poszedł po nowe. Stanął obok mnie i nachylił się, wlewając mi alkohol do kieliszka. Kiedy odstawił butelkę, spojrzał na mnie, a ja na niego. Nasze spojrzenia skrzyżowały się na ułamek sekundy, ale to wystarczyło. Pochyliłam się do przodu i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek, który z czasem zmienił się w zaborczy i pełen pasji. Jack położył dłoń na moich plecach, a ja odwróciłam się, bo do tej pory siedziałam do niego bokiem. Całowaliśmy się tak przez chwilę, kiedy nagle Jack wyprostował się. Spojrzał na mnie wzrokiem przepełnionym pożądaniem.
-Idziemy-powiedział z lekką chrypką, po czym zsunął drugą dłoń (którą wcześniej położył na moim ramieniu) i chwycił mnie za dłoń. Bez protestów wstałam i pozwoliłam mu zaprowadzić się do naszej sypialni. Nie obyło się bez drobnych problemów, bo wypity alkohol dawał jednak o sobie znać, w końcu jednak dotarliśmy na miejsce. Jack pchnął mnie lekko na łóżko, a potem zawisł nade mną, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Chwycił moje ręce i unieruchomił mi nad głową, po czym zaczął mi się przypatrywać.
-Na co tak patrzysz?-spytałam, kiedy przerwa w pieszczotach coraz bardziej się przeciągała.
-Podziwiam twoje piękno-odparł Jack.
-To nie podziwiaj. Tylko działaj-powiedziałam. Mój głos chyba lekko drżał.
-Wiesz, że nie musisz mi tego powtarzać. Kochaniutka, właśnie sprowokowałaś demona seksu-powiedział, po czym zaczął odpinać swoją koszulę.
-Więc teraz chcę zobaczyć, co ten demon potrafi-odparłam, po czym, zniecierpliwiona, pomogłam mu z jego koszulą. Po chwili wylądowała na podłodze, a ja mogłam podziwiać jego umięśnione, idealnie wyrzeźbione, męskie ciało. Jack pochylił się nade mną i zaczął całować oraz podgryzać moją szyję, co wywołało u mnie krótki jęk zadowolenia. Uwolnił moje ręce, więc ja zarzuciłam mu ja na szyję, a potem zaczęłam błądzić po całym jego ciele, chcąc zbadać dokładnie każdy mięsień. W tym czasie Jack mocował się z moją sukienką. Być może po takim czasie powinnam już znać jego ciało na pamięć, nie zachowywać się za każdym razem jak bezbronna dziewica, ale ja miałam wrażenie, że wciąż uczę się go na nowo. I nie przeszkadzało mi to ani trochę.